Jako polonistka mieszkająca za granicą z jednej strony odświeżam lektury czytane lata temu, z drugiej staram się być na bieżąco z nowościami, najchętniej rodzimymi. Wybór jest ogromny. Stron z recenzjami pod dostatkiem. Podobnie jak opinii w mediach społecznościowych. Mimo to, a może właśnie dlatego, mam poczucie zagubienia w tej czytelniczej dżungli. W rankingowych topkach pojawiają się zarówno prawdziwe perełki, jak i owoce udanej kampanii marketingowej, które poza okładką czy chwytliwym tytułem nie mają nic do zaoferowania. Dlatego po wielu nieudanych zakupach, wracam do ulubionych autorów i jeszcze bardziej polegam na polecajkach znajomych. Również dlatego zdecydowałam się na ten wpis. Może znajdziesz tu coś dla siebie, może zechcesz podzielić się swoimi tytułami. Oto przegląd książek, w które zaopatrzyłam się na początku tego roku, żeby było mniej skrolowania, a więcej czytania.
- Słynna Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną Doroty Masłowskiej. Nie przeczytałam jej te dwadzieścia parę lat temu, kiedy było o niej głośno. Aż niedawno w pociągu jadącym z Wrocławia do Kołobrzegu spotkałam Polaka mieszkającego w Austrii. Okazało się, że podobnie jak ja, liczył na obiad w warsie, i był tak samo zdziwiony, że tego wagonu jednak w tam akurat składzie na tej trasie trwającej kilka godzin – nie ma, a pan sprzedający napoje i przekąski miał do zaoferowania tylko paluszki, bo kanapki mu się latem psują. Co ma do tego Masłowska? Ano tyle, że rozmowa zeszła na książki. Mój współpasażer wspomniał o Pawiu królowej, i to mnie jakoś zmobilizowało, żeby zmierzyć się z Wojną… Byłam zaskoczona, że tam jest jakaś fabuła. I nie wiem, czy należy powiedzieć, że książka dobrze się zestarzała, czy raczej, a także niestety, nabrała mocy i nowej jakości. Mądrości wygłaszane przez Silnego nadal niby śmieszą. A z drugiej strony ma się wrażenie, jakby wyszły poza te fikcyjne ramy książki i zagościły w realu.
- Śmiały & Szczodry. Elżbieta Cherezińska. Tę autorkę poleciła mi kilka lat temu znajoma, Polka mieszkająca w Hiszpanii, kochająca opasłe kilkusetstronicowe tomy. Powieść historyczna to niekoniecznie mój konik. Ale co innego dziewiętnastowieczny Sienkiewicz, a co innego współczesna nam Cherezińska. Wtedy sięgnęłam po Hardą. Nie bardzo wiedziałam, co myśleć o tym, że postaci mówią aż tak współczesnym, czytaj: prostym, językiem. Dobre wspomnienie z lektury musiało pozostać, skoro zdecydowałam się do Cherezińskiej wrócić. Padło na Śmiałego i Szczodrego. Krótkie, w miarę regularne rozdziały, krytykowane na forach jakoby naśladowały tiktokowy pośpiech. Zabawy książęcych dzieci, dość szczegółowo opisane porody nasuwają skojarzenia z Grą o tron. Sporo skrótów fabularnych, niezbędnych, jeśli w dwóch tomach chce się zawrzeć jeden królewski żywot.
- Tylko durnie żyją do końca. Zyta Rudzka. To jest właśnie tytuł z tych polecanych w topkach. Zezłościłam się bardzo już po pierwszych stronach bimbrem płynących. Narratorka, nauczycielka wuefu – odpychająca, jej współlokatorzy/kochankowie – tym bardziej. Ale czyta się gładko. Fikołki stylistyczne niby irytują, a jednocześnie cieszą. Jakaś fabuła się nawet zarysowuje. Doczytałam i pewnie sięgnę po kolejną książkę Rudzkiej, najpewniej tę nagrodzoną Nagrodą Nike. Bo w Tylko durnie… powoli wynurza się to drugie dno, nieoczywiste, niewygodne, dające do myślenia…
- Hjem. Ilona Wiśniewska. Na moją imienniczkę trafiłam dzięki koleżance, która mieszka w Belgii, a której bliskie są tematy północy, wyprawy na Spitsbergen, te sprawy… Pożyczyła mi kilka lat temu Białe. Przy pierwszych stronach kręciłam nosem. Potem przepadłam. Dlatego postanowiłam wrócić i padł na Hjem. Reportaż o mewach i emigracji. Napisany z czułością przez Polkę mieszkającą w Norwegii. Obrazowe, bliskie, współczesne.
Wspomnę jeszcze jedną koleżankę, Polkę mieszkającą w Anglii, która z zasady stara się wybierać książki napisane przez kobiety. Dla mnie to nie jest główne kryterium, jednak cieszę się, że zupełnie niezamierzenie na tej liście pojawiły się cztery współczesne pisarki.

Skomentuj