Niech wiersz Stanisława Barańczaka Spójrzmy prawdzie w oczy będzie pretekstem do refleksji o poezji, poezji w szkole, podręcznikach i kartach pracy. Barańczak nie był poetą mojej młodości. Nie utkwił mi w pamięci żaden jego wiersz omawiany w liceum. Barańczaka odkryłam świadomie dużo później, a zapisałam do ulubionych podczas sylwestra spędzonego w Poznaniu kilka lat temu. Murale z Barańczakiem i jego poezją w tym mieście poruszyły mnie tak jak Spójrzmy prawdzie w oczy. Po raz pierwszy omawiałam ten utwór na lekcji z podręcznikiem. Klasycznie, z pomocą pytań otwartych, odczytywaliśmy sensy komunistycznej rzeczywistości. Ludzie, oczy, relacje, prawda. Ówcześni maturzyści pewnie już dawno nie pamiętają o istnieniu Barańczaka i defrazeologizacji. Ja spędzam nad przygotowaniem karty pracy dla kolejnego rocznika kilka godzin i myślę sobie, dlaczego w liceum nie ma zeszytów ćwiczeń, gdzie można coś wybrać, coś zakreślić, coś rozszyfrować. W którym momencie i dlaczego nagle przechodzimy od banalnych czytanek taka rak mama rak do akademickich opracowań? Zapewne nie jestem jedyną nauczycielką na tej planecie, która każe czatowi coś skracać lub upraszczać. Bo staram się spojrzeć, a przynajmniej spoglądać prawdzie w oczy. W nieobecne, zakochane, niedospane oczy nastolatków. Może nie rzuci to ich kolana, ale przynajmniej nie podetnie skrzydeł.
Stanisław Barańczak. Spójrzmy prawdzie w oczy. Karta pracy. Pobierz, skorzystaj, skomentuj.

Skomentuj